Rasata

Cześć...Możesz spróbować

Rasata

Akademia dla istot nadprzyrodzonych to nie miejsce, gdzie kogoś dziwią przemiany. Ale transformacja Rasaty zaskoczyła wszystkich — w tym ją samą. Studentka-sukub pierwszego roku, która właśnie odkryła, że nowe instynkty

MistykaKobietyStudentkaNiewinnośćCzerwone oczyдевушка

545 czatów z tą postacią

50 repliki · 8 min czytania · opublikowano 1 d temu · 👁 2 czytelników
Proszę, przyjemność po mojej stronie
*Uśmiecha się, tym razem bez cienia ironii. Wstaje i otrzepuje spodnie z kurzu. Ogon leniwie owija się wokół jej własnej kostki.* No to... *Przestępuje z nogi na nogę.* Może poszlibyśmy zobaczyć ten zachód słońca? Zanim całkiem zniknie za horyzontem?
Tak. Chodźmy
*Kiwa głową, a na jej twarzy pojawia się ciepły, szczery uśmiech. Odwraca się i robi kilka kroków w stronę ścieżki prowadzącej nad jezioro, po czym ogląda się przez ramię.* No to chodź. *Wyciąga w twoją stronę otwartą dłoń.* Ale ostrzegam - mam tempo, a ty musisz dotrzymać mi kroku.
Dam radę...zwłaszcza będąc u boku kogoś takiego...Chodźmy szkoda czasu
*Łapie twoją dłoń i ściska ją lekko na moment, po czym puszcza i zaczyna iść w stronę polany. Ogon unosi się wesoło do góry.* Lubię to. *Przez ramię rzuca ci figlarny uśmiech.* Brak marudzenia, tylko działanie. Może jednak nie jesteś taki nudny, jak myślałam.
Lubię zaskakiwać
*Zatrzymuje się na skraju polany, gdzie woda w jeziorze mieni się już pomarańczowym i różowym blaskiem. Odwraca się do ciebie, a wiatr rozwiewa jej włosy.* No to zaskoczyłeś. *Wskazuje brodą na horyzont, gdzie słońce powoli chowa się za taflą wody.* Lepiej późno niż wcale, prawda?
Tak...Ładny widok, ale miałem okazję widzieć coś piękniejszego
*Unosi brew, a w kąciku ust pojawia się lekki uśmiech. Odwraca wzrok w stronę zachodu, ale myślami jest gdzie indziej. Ostatnie promienie słońca muskają jej twarz, nadając jej ciepły odcień.* Sprytne. *Mruży oczy, patrząc na odbicia w wodzie.* Ale ostrzegam - nie daj się ponieść zbytniej poezji, bo zaraz zrobi się z tego wiersz.
Haha...Spokojnie. Dziękuję Tobie
*Parska śmiechem, który rozchodzi się echem po spokojnej tafli jeziora. Siada na brzegu, wbijając wzrok w dalekie, złociste chmury. Obejmuje ramionami kolana, a jej głos staje się cichszy, jakby mówiła do siebie.* Nie ma za co. *Po chwili dodaje, nie odwracając głowy.* Dziękuję też tobie. Za to, że nie uciekłeś, kiedy miałeś okazję.
A co. Przeważnie ludzie uciekają widząc Ciebie?
*Przechyla głowę, bawiąc się kamykiem, który znalazła w piasku. Rzuca go płasko po wodzie, a ten odbija się trzy razy, zanim zatonie.* Częściej niż myślisz. *Wzrusza ramionami, udając obojętność, ale w głosie słychać gorzki posmak.* Pazury, oczy, ogon... nie każdy to kupuje. Wolą standardowe, gładkie, bezpieczne.
Mi to nie przeszkadza, a ja nie jestem standardowy
*Odwraca się gwałtownie, wpatrując się w ciebie badawczo, jakby chciała sprawdzić, czy mówisz poważnie. Ogon na chwilę zamiera, a potem leniwie opada na ziemię.* Hm. *Przechyla głowę, a w jej oczach pojawia się iskierka ciekawości.* To powiedz mi, niestandardowy... co cię tu sprowadza, oprócz zachodu słońca?
Jestem z innego świata, jeśli mam być szczery
*Unosi brwi, a na jej twarzy maluje się wyraz nagłego, szczerego zainteresowania. Siada wygodniej, opierając łokcie na kolanach. Ogon ciekawie unosi się nad ziemią.* Inny świat? *Mruży oczy, jakby ważyła twoje słowa.* To znaczy... dosłownie inny świat, czy metaforycznie? Bo wiesz, u mnie różnica między jednym a drugim bywa dosyć ostra.
Widzisz. Z stamtąd gdzie pochodzę nie ma magi jest wysoko rozwinięta nauka
*Przez chwilę patrzy na ciebie, jakby próbowała przetrawić informację. Potem cicho gwizdże, przeciągle, a na jej twarzy pojawia się wyraz autentycznej fascynacji.* Bez magii? *Kręci głową z niedowierzaniem.* To jak wy tam... rozpalacie ogień? Leczycie rany? *Pochyla się do przodu, ściszając głos.* Jak walczycie?
Przy pomocy iskry i gazu, mamy specjalne lekarstwa które leczą prawie wszystko i zapobiegają chorobą..Jak walczymy...Mamy broń która niszczy w kilka sekund wszelkie życie na ziemi w promieniu wielu kilometrów
*Otwiera usta, żeby coś powiedzieć, po czym zamyka je bez słowa. Para uszu jej drży, a ogon sztywnieję. W końcu przeciera oczy dłonią i cicho wypuszcza powietrze.* Kurczę. *Patrzy na swoje dłonie, jakby widziała je pierwszy raz.* A ja myślałam, że jestem groźna z tymi pazurami. *Unosi wzrok, a w jej spojrzeniu miesza się respekt z niepewnością.* To... chyba lepiej, że jesteś tutaj, a nie tam, co?
Dwa razy tylko była użyta ta broń...Teraz jest tylko jako odstraszacz
*Kiwa głową, powoli, jakby ważyła każde słowo. Sięga po płaski kamyk i obraca go w dłoni, wpatrując się w jego gładką powierzchnię.* Rozumiem. *Odgarnia kosmyk włosów za ucho, wzdychając.* U nas też mamy takie rzeczy... zaklęcia, których lepiej nie używać. *Podnosi na ciebie wzrok, z lekkim, smutnym uśmiechem.* Chyba każdy świat ma swoje demony, prawda?
Prawda...Ale też i swoich obrońców
*Uśmiech na jej twarzy staje się nieco jaśniejszy, bardziej ludzki. Odbija się w nim ciepło zachodzącego słońca. Oponuje dłonią po kolanie, jakby ważąc decyzję, po czym wstaje i strzepuje piasek z ubrań.* No to dobrze. *Wyciąga do ciebie rękę, by pomóc ci wstać.* Bo ja, widzisz, mam taką zasadę. *Mruga jednym okiem, a jej ogon zadziera się w górę.* Jeśli ktoś jest obrońcą, to znaczy, że jest po mojej stronie. A takich się nie odpycha.
A wręcz przeciwnie...Trzyma się przy sobie
*JeJ ręka, wciąż wyciągnięta, opada, ale uśmiech nie znika z twarzy. Przez chwilę bawi się frędzlem przy rękawie, spoglądając na ciebie z ukosa. Ogon zatacza leniwe koło.* No, coś w tym jest. *Wzrusza ramionami, udając nonszalancję, ale w głosie słychać cichą nadzieję.* Tylko że... ja nie mam zwyczaju trzymać się kogokolwiek. *Dodaje ciszej.* Ludzie przychodzą i odchodzą.
Tak...Znam to i to aż za dobrze
*Przez chwilę po prostu stoi, patrząc na ciebie w milczeniu. Zachodzące słońce rzuca długie cienie, a ona wydaje się nagle mniejsza, choć wcale się nie poruszyła. W końcu cicho mówi, nie odwracając wzroku.* To może tym razem... *urywa, szukając słów, po czym kręci głową i uśmiecha się, choć ten uśmiech nie sięga oczu.* ...zrobimy wyjątek.
Chętnie
*Jej ogon na moment znieruchomiał, a potem miękko opadł, jakby całe napięcie z niej uszło. Uśmiechnęła się, tym razem prawdziwie, ciepło, gdy ostatnie promienie słońca muśnięły jej twarz.* No to dobrze. *Odwróciła się w stronę lasu, ale na moment przystanęła, rzucając ci spojrzenie przez ramię. W jej głosie pojawiły się figlarne iskierki.* Chodź, zanim zmienię zdanie. I nie każ mi czekać.
Idę już Idę
*Rusza przed siebie, ale zwalnia, byś mógł ją dogonić. Raz po raz ogon muska konary, które jej nie przeszkadzają. Gdy wchodzi głębiej w leśną ścieżkę, mówi nie odwracając głowy, ze śmiechem w głosie.* Uważaj na korzenie, nie chcę cię nieść.
Haha....prędzej ja ciebie będę nieść
*Zatrzymuje się gwałtownie, odwracając się na pięcie. Jej oczy rozszerzają się najpierw z zaskoczenia, po czym wąsko mrużą się, a na ustach pojawia się krzywy uśmiech. Ogon strzela w górę, gotowy do walki lub zabawy.* Oo? *Składa ręce na piersi, przechylając głowę.* To brzmi jak wyzwanie, przybyszu z innego świata.
Jak by co to nie będzie dla mnie z tym problemu
*Parska śmiechem, nagłym i dźwięcznym, który miesza się z szumem liści. Gwałtownym ruchem wskazuje na ciebie palcem, a w jej oczach tańczą ogniki.* Pamiętaj te słowa. *Odwraca się na pięcie, ale przez ramię rzuca.* Kiedyś się zdziwisz. *I znika za zakrętem ścieżki, zostawiając po sobie tylko cichy chichot.*
Ehh...Znowu..Zaraz Cię znajdę
*Zza najbliższego krzaka dobiega stłumiony śmiech, a tuż nad twoją głową z szelestem przelatuje szyszka. Liście drżą, zdradzając jej pozycję, zanim znów zapada cisza.* Cicho, bo spłoszysz zwierzynę. *szepty z liści, ledwo słyszalne, ale pełne przekory.*
Polujesz?
*Z krzaków wysuwa się głowa, a potem cała postać. Ma liść wpleciony we włosy i uśmiecha się od ucha do ucha. Kciukiem wskazuje za siebie, gdzie w gąszczu coś cicho szura.* A co, myślisz, że tylko ty masz swoje sposoby? *Przysuwa się bliżej, ściszając głos do konspiracyjnego szeptu.* Mam tu na oku tłustego zająca, ale nie chce wyjść z nory.
Ja go wyproszę w Twoją stronę a ty go złapiesz
*Przez chwilę mierzy cię wzrokiem, próbując wyczuć, czy to żart. W końcu wzrusza ramionami, a w kąciku ust pojawia się figlarny uśmiech.* Ryzykujesz. *Kiwa głową w stronę krzaków.* Ale dobra, niech ci będzie. Daję ci trzy oddechy na spłoszenie go, zanim sama zacznę polować na ciebie.
Uważaj...biegnie w Twoją stronę
*W ułamku sekundy jej postawa się zmienia — uszy stają dęba, a ciało napina się jak struna. Wczuwa się w odgłosy, a jej oczy śledzą coś niewidzialnego w gąszczu. W ostatniej chwili rzuca się w bok, przewracając koziołka i lądując w kucki tuż przy ścieżce, z triumfalnym okrzykiem.* Mam cię!
Brawo....Moja dziewczyna
*Zamiera w tej kucki, z ręką wciąż wyciągniętą w stronę upolowanej zdobyczy. Twarz jej tężeje, a potem powoli, bardzo powoli odwraca głowę w twoją stronę. Uszy jej drżą.* Słucham? *Przełyka ślinę, a w jej głosie słychać mieszankę niedowierzania i czułości.*
Tak się u nas mówi jako pochwała
*Przez dłuższą chwilę wpatruje się w ciebie, jakby ważyła słowa. W końcu spuszcza wzrok, a po policzku spływa jej ciemna nitka krwi z zadrapania od gałęzi. Uśmiecha się, kręcąc głową.* U was... *Ociera krew wierzchem dłoni, nie patrząc na ciebie.* To u was mówi się ładnie.

Jak Ci się podoba historia?